Gdy się obudziłam był już ranek.Słońce wdzierało się do mojego pokoju przez otwarte okno.Usiadłam na łóżku popatrzyłam przed siebie i ujrzałam Jane.Nie wiedziałam co się dzieje,myślałam że zaspałam i przyszła ona po mnie,ale okazało się że została zaproszone przez moją mamę na naleśniki.Często to robiła ponieważ bardzo lubiła Jane i uważała że jest to jej druga córka.Poszłam do łazienki umyłam twarz i zęby.Następnie włożyłam na siebie rurki w kolorze moro i czarną bluzkę.Splotłam włosy w ''artystycznego'' koka,pomalowałam oczy czarnym eyelinerem,pociągnęłam jeszcze rzęsy tuszem w tym samym kolorze i ruszyłam na dół gdzie czekałały na mnie mama i Jane ze śniadaniem.
-Dzień dobry kochane-usłyszałam ciepły głos jak zwykle wesołej mamy.
-Dzień dobry-odpowiedziałam,dałam jej całusa w policzek i usiadłam do stołu.
Na śniadanie mieliśmy naleśniki z dżemem,serem białym lub z nutellą do wyboru.Gdy zjadłyśmy,poszłam na górę wziąć moją torbę i książki.Zeszłąm na dół i wyszłyśmy.
-Myślisz że p.Styles nas wczoraj widział?-zapytała Jane.
-Nie.Wydaje mi się że to działo się za szybko i nas nie dostrzegł.-odpowiedziałam-Nie masz o czym rozmawiać tylko właśnie o nim,nie pomyślałaś że chcę od tego odpocząć?-pomyślałam lecz tego nie powiedziałam żeby nie zrobić jej przykrośći.
-Mam taką nadzieję.A w ogóle to masz zamiar zrobić jakiś krok w jego kierunku?-drążyła temat.
-Przepraszam Jane ale nie chcę o nim teraz rozmawiać,chcę od niego odpocząć-odparłam-właściwei to chyba nie chcę,ale...-kolejny raz zaczęłam o tym myśleć.
Niespodziewanie dotarłyśmy do domu Niall'a,jak zwykle czekał na nas przed bramą swojego olbrzymiego domu.Był niezwykle punktualny,jak na chłopaka.Przywitał mnie buziakiem.Wydawało mi się jak by chciał mi powiedzieć ''Bardzo Cię kocham i nie chce cię stracić Tora'',poczułam się dziwnie,może byłam po prostu przewrażliwiona,ponieważ przed chwilą rozmawiałam z Jane o Harry'm.W każdym bądź razie moje serce tak jakby zatrzymało się na chwilę,ale dość krótką.Po kilku minutach dotarliśmy do szkoły.Jak zwykle na początku poszliśmy zapalić.Nie paliliśmy dużo.Potem poszliśmy do szkoły pierwsza lekcja jaka nas czekała to historia.Nie znoszę jej,nie znoszę nauczyciela tego przedmiotu.Niespodziewanie zostałam wywołana do odpowiedzi.Uczyłam się trochę w domu,ale była przekonana że dostane pytania z kosmosu.Tym razem jednak nauczyciel był łagodny i dostałam pytanie na które znałam odpowiedź,więc dostałam 5.Uśmiechnełam się i poszłam do mojej ławki.Po mnie została zapytana jeszcze Caroline,ona również dostała 5.Następnie pisaliśmy notatki i trochę czytaliśmy.Nagle usłyszałam dźwięk długo wyczekiwanego dzwonka,to w tej szkole lubiłam najbardziej,ale tylko gdy brzmiał on ogłaszając przerwę.Gdy szliśmy na kolejną lekcję spotkaliśmy Stylesa,który patrzył na nas bardzo dziwnie.
-Widziałyście jego wzrok?Wyczuwam że zauważył nas wczoraj i dostaniemy nagany.-odparł Niall.
-Moje serce bije coraz szybciej-powiedziałam,lecz nie chodziło mi oto czy nas widział czy nie.Dla mnie w tej chwili liczyło się to że ja go zobaczyłam.
-Dobrze dobrze,dowiemy się za chwilę.Czuję że po prostu ma zły humor lub coś w tym stylu.-Wtrąciła Jane.
-Chodźmy do sali może wtedy się dowiemy.-powiedziałam.
Gdy weszliśmy do sali wszyscy już tam byli.Nauczyciel nie patrzył się na nas lecz na notatkę w swoim notesie.Kiedy usiedliśmy,on wstał i zaczął mówić:
-Jak wiecie w poprzedniej szkole w której pracowałem,założyłem grupę cheerleaderek.Rozmawiałem już z dyrektorem na temat założenia takiej grupy również u nas w szkole.Jeżeli ktoś jest chętny niech zostanie po lekcji i zapiszę się na listę.Dodam że przez przez pierwszy tydzień będę szukał wśród was liderki lub lidera.Myślę jednak że dziewczyny będą bardziej pasowały do tego stanowiska.-ogłosił po czym usiadł.
Spojrzałam na Jane,która jakby czytała mi w myślach kiwnęła twierdząco.Zamiast skupic się na lekcji która się zaczęła,myślałam o tym że muszę wykorzystać tę szansę zbliżenia się do Harr'ego.Moje myśli przerwał Styles,który powiedział :
-Tori bardzo proszę żebys została po lekcji.Jego wargi układały się w różne kształty a ja nie mogłam odczepić mojego wzroku od nich.
-Dobrze-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
W moim sercu zaczęło się coś dziać.Nie wiedziałam co będzie chciał,ale byłam zachwycona że będę mogła spędzić z nim tą przerwę.Czułam że była zadowolona jak dziecko które właśnie dostało nową zabawkę lub kawałek czekolady.Nie wiedziałam co się ze mną tak naprawdę dzieje.Gdy zabrzmiał dzwonek i wszyscy już wyszli podeszłam do biurka,byłam tak podekscytowana że nie wyczułam o co chodzi.
-Uważam Tori...-powiedział-Tori czy ty mnie w ogóle słuchasz?-zapytał.chwycił mnie za ramię i potrząsnął delikatnie.
Nie wiedziałam co się dzieje,miałam nogi z waty chciałam chwycić go za rękę ale nie miałam odwagi.
-Tak,przepraszam zamyśliłam się-odpowiedziałam-o tym jak bardzo Ciebie potrzebuję.-dodałam sobie w myśli.
-Dobrze,więc zacznę od początku.Uważam że powinnaś wstąpić do cheerleaderek,ponieważ...-znów coś przerwało.
-Ponieważ.?-zapytałam licząc na to że powie mi że chce mnie widzieć częściej niż tylko na matematyce.
-Ponieważ pasowałabyś tam,sądzę nawet że miałabyś szansę zostać kapitanką.-powiedział.
Miałam trochę nie dosyt tego co powiedział ale i tak była szczęśliwa że tak sądzi,może chciał mi przekazać że coś do mnie czuje,ale boi się mi o tym powiedzieć?Niespodziewanie rozmowę przerwał dyrektor.Styles zdjął szybko rękę z mojego ramienia.Byłam z tego powodu bardzo zła.
-Nie przeszkadzam?-Zapytał dyrektor.
-Nie proszę wejść,właśnie skończyliśmy.-odpowiedział mu Harry.-Proszę zastanów się nad tym co ci powiedziałem Tori.-dodał.
Odeszłam chcąc wrócić i pocałować go.Byłam wściekła na dyrektora za to że przerwał nam.Pod salą czekali na mnie Niall i Jane.Od razu zaczęły się pytania.
-Co Ci powiedział?-zapytała Jane.
-Opowiem Ci w drodze do domu-zapewiniłam.
Chciałam jej to opowiedzieć teraz,lecz był tu Niall i mógłby źle zinterpretować tę rozmowę.A po za tym chciałam jej opisać moje uczucia a wtedy Niall na pewno wyczułby że zakochałam się w Harry'm,a tego bym nie chciała.Po chwili zaczęła się lekcja.Gdy wchodziłam spojrzałam na Stylesa a on na mnie.Uśmiechnęłam się on odwdzięczył się tym samym.Ciekawe czy gdybym dała mu buzi on też by mi dał.Czułam że ta matematyka ciągnie się wieki,chciałam już iść do domu lecz jeszcze 2 lekcje,ponieważ z ostatniej nas zwolnili.Gdy dobiegł koniec matmy,stanęłam kolejce do listy zgłoszeniowej.Stojąc tam myślałam o rozmowie,którą odbyłam na poprzedniej przerwie.Nie dawała mi ona spokoju,myślę że on nie powiedział tego co tak naprawdę chciał powiedzieć.Gdy kolejka doszła do mnie usłyszałąm głos nauczyciela.
-Dziękuję.
Podniosłam głowę spojrzałam uśmiechnęłam się i odpowiedziałam.
-To ja dziękuję.-Myślałam w tym momencie o kilku rzeczach związanych z nim,nie tylko o naszej rozmowie.
Jego usta jeszcze bardziej się poszerzyły a ja stałam wpatrzona w niego.W końcu jakiś chłopak za mną się zdenerwował i szturchnął mnie,ja przeprosiłąm i odeszłam.
-Do widzenia-krzyknęłam na pożegnanie.Nie wiem czy odpowiedział było głośno i nie słyszałam.Po dwóch godzinach w końcu mogłam opuścić szkołę.Wracając Jane zapytała:
-To powiesz mi o czym rozmawiałaś z p.Stylesem?
-O t tym czy nie chciałabym wystąpić w konkursie-spojrzałam na nią i puściłam do niej oczko,dając jej znak że kłamię,
-Eeeee myślałam że coś ważniejszego.
-Na przykład?-zapytałam
-Na przykład to że zauważył nas wczoraj.-odparła Jane.
- Pa dziewczyny.-usłyszałyśmy głos Niall'a
Nie zwróciłyśmy uwagi na to że już jesteśmy pod jego domem.Pożegnałyśmy się i udałyśmy się w stronę naszych domów.
-Teraz możesz już powiedzieć o czym gadaliście.-zachichotała Jane.Nie wiem z jakiego powodu,ale jej nie zrozumiesz.
-Teraz już tak.
Gdy jej opowiadałam usłyszałam:
-Tori nie powinnaś się angażować tak bardzo.Przecież wiesz że i tak nic z tego nie będzie!-odpowiedziała podniesionym tonem.
-Dlaczego tak uważasz?!Wiesz tego w Tobie nie lubię.Za bardzo przejmujesz się mną,ja robię to na co mam ochotę!Będę się w to angażować,kocham go a ty niczego nie zmienisz!-krzyknęłam do niej.
Zdenerwowałam się i weszłam na moje podwórko.Jane chyba bardzo zdenerwowały te słowa.Wydaje mi się że uroniła łzę.Nie powinnam na nią tak nakrzyczeć. Wyszłam przed bramę i zaczęłam za nią biec.
-Jane poczekaj!Przepraszam Jane!
Dogoniłam ją i usłyszałam:
-Odwal się ode mnie!Czemu mnie gonisz?Powiedziałaś to co chciałaś!
-To nie prawda,po prostu zdenerwowałam się.
Chwyciłam ją za rękę,szarpnęłam i przytuliłam ją do siebie.
-Nie chciałam przyrzekam.Jane ja po prostu naprawdę się zakochałam.Nie umiem ...-coś mi przerwało.
-Dobrze już,wiesz przecież że i tak jutro było by wszystko OK.-uświadomiła mi.
-Wiesz co chodźmy może ciastko?-zaproponowałąm a ona się zgodziła.
Po ok. 1,5 h poszłyśmy do domu.Gdy wróciłam rozmawiałam sobie z mamą,o szkole i ogólnie o wszystkim.Resztę dnia spędziłam normalnie,lekcje,kąpiel,TV i poszłam spać.
Przepraszam za błędy.Podobało się?Zostaw proszę komentarz,to naprawdę motywuje do pisania.Dziękuję za przeczytanie.
niedziela, 29 września 2013
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 2
Zaczął sie nowy tydzień,nowe zmagania z moimi myślami i uczuciami.Jak zwykle zaczynam dzień od przysznica i śniadania.Wychodzę z domu i zachodzę po Jane,muszę na nia czekać bo nie jest jeszcze gotowa.Po 10 minutach ruszamy do szkoły,obie jesteśmy wykończone i nie chce nam się do niej iść.Nagle ktoś zaczyna coś do mnie mówić.
-Tori?-słyszę głos Jane.
-Tak?-odpowiadam z zaciekawieniem w głosie bo wyraźnie wyczuwam że ma ona jakiś pomysł.
-A może by tak zajść po Niall'a i zobić sobie dzień wolny?Nie mamy dziś nic ważnego.-mówi.
-No nie wiem...
-Matematyki też nie mamy-przewraca oczami i uśmiecha się delikatnie.
-Wcale o to mi nie chodziło-zaczynam chichotać a ona razem ze mną
-Więc?-pyta ponownie po kilku chwilach
-Skoro nie mamy matmy to...czemu nie.
Uśmiechamy się do siebie i idziemy po niego.Po drodze zastanawiamy się gdzie moglibyśmy spędzić czas w którym powinniśmy być w szkole.Wymieniamy się różnym poglądami i ustalamy,że będzie to Lord & Taylor Department Store.Jest to nasz ulubiony dom towarowy na Manhattanie,można tutaj znaleźć oryginalne ciuchy amerykańskich projektantów (Dona Karan, Ralph Lauren i wiele innych).Nie pochodzimy z biednych rodzin więc z kasą problemu nie mamy.Rodzice zawsze dają nam pieniądze do szkoły a po za tym bierzemy zawsze kieszonkowe na wypadek takiego wyskoku na miasto jak dziś,czy też na papierosy,ponieważ każde z nas pali dzielimy się nimi i pieniędzmi.Z Niall'em nie będzie większego kłopotu,ponieważ lubi on spędzać z nami czas nieważne jak i gdzie.Takiego chłopaka,który chodzi z dziewczyną i przyjaciółką na zakupy trzeba szukać ze świecą.Dochodzimy w końcu do jego domu,czekał on na nas przed swoją posesją.Wita mnie namiętnym buziakiem na co bardzo się ciesze,Jane całuje w policzek.Nie mam nic przeciwko temu bo wiem że są oni uczciwi i nie ''puścili''by się za moimi plecami.Mówimy mu natychmiast że nie idziemy do szkoły tylko na zakupy w Manhattanie.Mamy bardzo blisko bo 2 km moglibyśmy iść na pieszo ale postanowiliśmy iść na autobus.Dojeżdżamy w ok.3min.
-Może poszli byśmy najpierw coś zjeść bo nie zdążyłam-mówi Jane błagalnym głosem.
-W sumie to ja też nie jadłem-odzywa się Niall.
-Nie zostało mi nic innego jak tylko się zgodzić chociaż już jadłam-odpowiadam i przytakuje.
Idziemy do świetnej restauracji ''La Bernardin'' która jest niedaleko od centrum handlowego do którego szliśmy.
Gdy szliśmy do niego zatrzymałam ich i krzynełam do nich o kur*a!Oni popatrzyli na mnie z przerażeniem i zapytali po kolei co się stało.Nie odpowiedziałam tylko zaczęłam iść w drugą stronę.Krzyczeli do mnie żebym się zatrzymała na co ja krzyknęłam:
-Styles po drugiej stronie ulicy!
-O boże-wykrzyczała Jane,wzięła Niall'a i zaczęliśmy uciekać ile sił w nogach.
Po chwili gdy weszliśmy w jakąś uliczkę zaczęliśmy się śmiać.
-Czy też zawsze musi nas coś spotkać-parsknął Niall.
-Nie długo będziemy musieli jeździć do na drugi koniec Stanów w tedy może żaden nauczyciel nas tam nie spotka.
Oni coś tam sobie mówili a ja o nim myślałam,znów serce zaczęło mi bić szybciej gdy szedł ulicą i śmiał się.Dlaczego musiał mi rozwalić ten świetny dzień?Cieszę się że go widziałam ale teraz przez cały dzień będę nie dostępna a oni będą się na mnie złościć szczególnie Niall bo nie wie o niczym.Po chwili słyszę wołanie
-Tora!Halo!-krzyczy Niall.
-Przepraszam zamyśliłam się-powiedziałam.
Jane wiedziała o co chodzi więc nie mówła nic na ten temat.
-Może zapalimy?-spytałam z nerwów
Wszyscy przytaknęli głowami bo byli tak samo zdenerwowani jak ja tyle że innej sprawie.
-Musimy zmienić lokalizację-mówę
-Może Macy's Department Store to jest jakieś 5 km stąd.Dotrzemy tam w 6minut autobusem-zaproponował Niall
-O świetnie,tylko może się pośpieszmy bo niedługo będzie 10 więc mamy tylko 5 godziny chodzenia po sklepach a on jest naprawdę wielki .-odparła Jane.
-Musimy iść inną drogą żebyśmy nie spotkali Stylesa.-chociaż chciałabym dodałam w myślach.-Wypalimy do końca i pójdziemy-zaproponowałam.
Drogę do przystanku spędziłam w milczeniu.Nie słuchałam Jane i Niall'a.Gdy dotarliśmy na miejsce zaczęłam udawać że cieszę się że tu jesteśmy ale tak naprawdę chciałam wracać do domu pobyć sama ze swoimi myślami.Dla niepoznaki biegałam po sklepach i szperałam w ubraniach.Wygrzebałyśmy naprawdę kilka świetnych rzeczy,które kupiłyśmy.Byłam zadowolona z nich ale wolałabym być teraz z Harrym gdzieś w parku,trzymać się za dłonie i śmiać się z nim.Zastanawia mnie tylko to po co on szedł do tego domu towarowego,może był tam z kimś umówiony albo co lepsze może poszedł tam na zakupy.Po kilku godzinach chodzenia poszliśmy na pizze.To nasze ulubione danie i często je razem jemy.Potem szliśmy już na przystanek autobusowy.Mieliśmy szczęście i długo nie czekaliśmy.Wracając założyłam słuchawki na uszy i udawałam że śpię bym nie musiała udawać szczęśliwej.Po 10 minutach dotarliśmy do Nowego Jorku.Była już chwila po lekcjach dlatego wracaliśmy powili do domów żeby nikt się nie skapnął że nie byliśmy na lekcjach.Odpowadziłyśmy Niall'a który pocałował mnie i Jane tak samo jak rano.Szłyśmy nic nie mówiąc.Gdy dotarłyśmy do jej domu powiedziała
-Proszę Cię Tora uważaj na siebie,uważaj bo możesz zniszczyć swój związek z Niall'em.
Nic nie odpowiedziałam tylko pocałowałam ją policzek i poszłam.Czułam jej wzrok na moich plecach,wiedziałam że stoi i przygląda mi się,ale nie odwróciłam się,tylko szłam dalej.Po kilku chwilach byłam już w domu.Mama zapytała mnie jak było w szkole.Odpowiedziałam że nic takiego się nie działo.
-Zaraz jemy-powiedziała roześmiana mama.
-Przepraszam mamuś ale nie jestem głodna.
-Ale...
-Zjem później-uśmiechnęłam się i poszłam na górę.
-Dobrze kochanie-odpowiedziała mama.
Gdy weszłam o pokoju,zdjęłam torbę i położyłam się na łóżko i zasnęłam.
Mam nadzieję że się Wam podobało.Zapraszam do komentowania to na pewno bardziej zmotywuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów.
-Tori?-słyszę głos Jane.
-Tak?-odpowiadam z zaciekawieniem w głosie bo wyraźnie wyczuwam że ma ona jakiś pomysł.
-A może by tak zajść po Niall'a i zobić sobie dzień wolny?Nie mamy dziś nic ważnego.-mówi.
-No nie wiem...
-Matematyki też nie mamy-przewraca oczami i uśmiecha się delikatnie.
-Wcale o to mi nie chodziło-zaczynam chichotać a ona razem ze mną
-Więc?-pyta ponownie po kilku chwilach
-Skoro nie mamy matmy to...czemu nie.
Uśmiechamy się do siebie i idziemy po niego.Po drodze zastanawiamy się gdzie moglibyśmy spędzić czas w którym powinniśmy być w szkole.Wymieniamy się różnym poglądami i ustalamy,że będzie to Lord & Taylor Department Store.Jest to nasz ulubiony dom towarowy na Manhattanie,można tutaj znaleźć oryginalne ciuchy amerykańskich projektantów (Dona Karan, Ralph Lauren i wiele innych).Nie pochodzimy z biednych rodzin więc z kasą problemu nie mamy.Rodzice zawsze dają nam pieniądze do szkoły a po za tym bierzemy zawsze kieszonkowe na wypadek takiego wyskoku na miasto jak dziś,czy też na papierosy,ponieważ każde z nas pali dzielimy się nimi i pieniędzmi.Z Niall'em nie będzie większego kłopotu,ponieważ lubi on spędzać z nami czas nieważne jak i gdzie.Takiego chłopaka,który chodzi z dziewczyną i przyjaciółką na zakupy trzeba szukać ze świecą.Dochodzimy w końcu do jego domu,czekał on na nas przed swoją posesją.Wita mnie namiętnym buziakiem na co bardzo się ciesze,Jane całuje w policzek.Nie mam nic przeciwko temu bo wiem że są oni uczciwi i nie ''puścili''by się za moimi plecami.Mówimy mu natychmiast że nie idziemy do szkoły tylko na zakupy w Manhattanie.Mamy bardzo blisko bo 2 km moglibyśmy iść na pieszo ale postanowiliśmy iść na autobus.Dojeżdżamy w ok.3min.
-Może poszli byśmy najpierw coś zjeść bo nie zdążyłam-mówi Jane błagalnym głosem.
-W sumie to ja też nie jadłem-odzywa się Niall.
-Nie zostało mi nic innego jak tylko się zgodzić chociaż już jadłam-odpowiadam i przytakuje.
Idziemy do świetnej restauracji ''La Bernardin'' która jest niedaleko od centrum handlowego do którego szliśmy.
Gdy szliśmy do niego zatrzymałam ich i krzynełam do nich o kur*a!Oni popatrzyli na mnie z przerażeniem i zapytali po kolei co się stało.Nie odpowiedziałam tylko zaczęłam iść w drugą stronę.Krzyczeli do mnie żebym się zatrzymała na co ja krzyknęłam:
-Styles po drugiej stronie ulicy!
-O boże-wykrzyczała Jane,wzięła Niall'a i zaczęliśmy uciekać ile sił w nogach.
Po chwili gdy weszliśmy w jakąś uliczkę zaczęliśmy się śmiać.
-Czy też zawsze musi nas coś spotkać-parsknął Niall.
-Nie długo będziemy musieli jeździć do na drugi koniec Stanów w tedy może żaden nauczyciel nas tam nie spotka.
Oni coś tam sobie mówili a ja o nim myślałam,znów serce zaczęło mi bić szybciej gdy szedł ulicą i śmiał się.Dlaczego musiał mi rozwalić ten świetny dzień?Cieszę się że go widziałam ale teraz przez cały dzień będę nie dostępna a oni będą się na mnie złościć szczególnie Niall bo nie wie o niczym.Po chwili słyszę wołanie
-Tora!Halo!-krzyczy Niall.
-Przepraszam zamyśliłam się-powiedziałam.
Jane wiedziała o co chodzi więc nie mówła nic na ten temat.
-Może zapalimy?-spytałam z nerwów
Wszyscy przytaknęli głowami bo byli tak samo zdenerwowani jak ja tyle że innej sprawie.
-Musimy zmienić lokalizację-mówę
-Może Macy's Department Store to jest jakieś 5 km stąd.Dotrzemy tam w 6minut autobusem-zaproponował Niall
-O świetnie,tylko może się pośpieszmy bo niedługo będzie 10 więc mamy tylko 5 godziny chodzenia po sklepach a on jest naprawdę wielki .-odparła Jane.
-Musimy iść inną drogą żebyśmy nie spotkali Stylesa.-chociaż chciałabym dodałam w myślach.-Wypalimy do końca i pójdziemy-zaproponowałam.
Drogę do przystanku spędziłam w milczeniu.Nie słuchałam Jane i Niall'a.Gdy dotarliśmy na miejsce zaczęłam udawać że cieszę się że tu jesteśmy ale tak naprawdę chciałam wracać do domu pobyć sama ze swoimi myślami.Dla niepoznaki biegałam po sklepach i szperałam w ubraniach.Wygrzebałyśmy naprawdę kilka świetnych rzeczy,które kupiłyśmy.Byłam zadowolona z nich ale wolałabym być teraz z Harrym gdzieś w parku,trzymać się za dłonie i śmiać się z nim.Zastanawia mnie tylko to po co on szedł do tego domu towarowego,może był tam z kimś umówiony albo co lepsze może poszedł tam na zakupy.Po kilku godzinach chodzenia poszliśmy na pizze.To nasze ulubione danie i często je razem jemy.Potem szliśmy już na przystanek autobusowy.Mieliśmy szczęście i długo nie czekaliśmy.Wracając założyłam słuchawki na uszy i udawałam że śpię bym nie musiała udawać szczęśliwej.Po 10 minutach dotarliśmy do Nowego Jorku.Była już chwila po lekcjach dlatego wracaliśmy powili do domów żeby nikt się nie skapnął że nie byliśmy na lekcjach.Odpowadziłyśmy Niall'a który pocałował mnie i Jane tak samo jak rano.Szłyśmy nic nie mówiąc.Gdy dotarłyśmy do jej domu powiedziała
-Proszę Cię Tora uważaj na siebie,uważaj bo możesz zniszczyć swój związek z Niall'em.
Nic nie odpowiedziałam tylko pocałowałam ją policzek i poszłam.Czułam jej wzrok na moich plecach,wiedziałam że stoi i przygląda mi się,ale nie odwróciłam się,tylko szłam dalej.Po kilku chwilach byłam już w domu.Mama zapytała mnie jak było w szkole.Odpowiedziałam że nic takiego się nie działo.
-Zaraz jemy-powiedziała roześmiana mama.
-Przepraszam mamuś ale nie jestem głodna.
-Ale...
-Zjem później-uśmiechnęłam się i poszłam na górę.
-Dobrze kochanie-odpowiedziała mama.
Gdy weszłam o pokoju,zdjęłam torbę i położyłam się na łóżko i zasnęłam.
Mam nadzieję że się Wam podobało.Zapraszam do komentowania to na pewno bardziej zmotywuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów.
środa, 11 września 2013
Rozdział 1
Jest sobota,wstaję o 9.00.Dziś są moje urodziny,w kuchni widzę przygotowane wcześniej przez moja mamę śniadanie urodzinowe.Mama bardzo się stara każdego dnia,ale szczególnie w dzień moich urodzin,ponieważ na moim 14 urodzinowym przyjęciu,umarł mój tata,bardzo przeżywamy to z moją mamą,gdyż był on idealnym mężem i ojcem,codzienie chodził do pracy,chociaż był poważnie chory,niestety my nic o tym nie wiedziałyśmy.W tym dniu trafił do szpitala,ponieważ choroba wykończyła go całkiem.Ostatnie słowa które wypłynęły z jego ust brzmiały:''Przepraszam Was,że wcześniej wam nie powiedziałem,ale chciałem ten czas spędzić najlepiej w życiu i zapewnić Wam lepsze życie''.Nagle jego oczy się zamknęły.Zamarłam.Serce stanęło mi na chwilę,płakałam,stałam przy jego łóżku i nadal trzymałam jego rękę,był już po chwili zimny jak lód.Ogarnał mnie strach,w postaci straty ojca.Podniosłam jego pościel weszłam do jego łóżka,pocałowałam go w policzeki przytuliłam,w tedy nie myślałam że leżę koło trupa w tamtym momencie myślałam że nigdy już nie zobaczę mojego ojca.W pewnej chwili wyszeptałam przez płacz:''Wolałabym mieć skromne życie,ale mieć Ciebie Tatusiu''.Moja mama po prostu stała trzymała jego rękę,myślę że do mnie trafiło to szybciej chociaż jestem od niej młodsza.Nagle coś we mnie pekło.Zaczęłam nim trząchać,krzyczeć na niego''Nie proszę nie odchodź.Zostań ze mną jeszcze.Dlaczego mi to robisz.Tato słyszysz?odpowiedz mi,proszę''!Mama zaczęła mnie od niego odciągać,ale ja nadal nim trząchałam i kazałam mu odpowiadać.Czułam że moje serce jest w milionach kawałków,że rozpadłam się i odeszłam razem z nim.Nie wiedziałam o czym mam myśleć czy o matce która mi została czy o ojcu którego nie mam bo właśnie go straciłam.Nie mogłam się załamać,musiałam myśleć o mojej pierworodnej,przecież musiałam ja trzymać przy życiu,ponieważ tylko ona została ze mną i wiem,że jeżeli jej nie pomogę i nie będzie mnie przy niej przez jakiś czas to załamie się do reszty i stanie jej się coś z psychiką.Przez to że straciłam,najważniejszą osobę w moim życiu popadłam w anoreksje,przy wzroście 170 ważyłam 46kg,zawsze byłam chuda ale nigdy aż tak.W tym czasie stresowałam się matką,dlatego przestałam jeść,wpadłam też w nałóg palenia,robię to do tej pory,nie umiałam tego wyleczyć,to mnie rozluźnia i odpręża,anoreksję na całe szczęście wyleczyłąm,chodź nadal ważę mało i tyle samo jem.Nagle coś przeszkodziło moim myślą,był to dzwonek do drzwi.Podeszłam do nich a tam stała moja przyjaciółka i chłopak,którzy przyszli złożyć mi życzenia i dać prezenty.Od Jane dostałam piękną srebrną bransoletkę z wygrawerowanym napisem''best friend forever''(ona iała taką samą na znak przyjaźni),Niall podarował mi prześliczny album,z naszymi wspólnymi zdjęciami,z podróży z wakacji i naszych wygłupów.Po wręczeniu prezentów,poszliśmy do salonu,nalałam Jane,mi i mamie szampana(Niall był samochodem więc nie pił)ukroiłam do tego tortu,który przygotowała wcześniej mama.Wyglądał jak z cukierni,był perfekcyjny.W pewnym momencie podeszła do mnie Jane zabrała mnie na bok i powiedziała:
-Ubierajcie się z mamą mamy dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę,myślę że ci się spodoba-mówiła z takim podekscytowaniem w głosie jak by miał by to być lot do USA.
-No dobra już idę po mamę-uśmiechnęłam się szeroko i pobiegłam po nią,krzycząc:
-mamo,mamo szybko proszę oni mają dla nas niespodziankę,szybciej mamo!-krzyczę do niej.
Ona stanęła na chwilę uśmiechnęła się i poszła szybko razem ze mną na górę do garderoby.Gdy po chwili zeszłyśmy na dół,oni byli już w samochodzie.Wsiadłyśmy do auta i ruszyliśmy jechaliśmy przez jakąś godzinęa aż w końcu dotarliśmy do wsi,którą kojarzyłam ale nie mogłam sobie przypomnieć,mama chyba wiedziała bo była zachwycona,ale nie chciała mi powiedzieć kazała się mi domyśleć.Gdy domyśliłam się w końcu,ucieszyłam się w podświadomości i zaczęłam się śmiać.Gdy byłam małą dziewczynką przyjeżdżałam tu z rodzicami,wędkować,robiliśmy pikniki,zbieraliśmy jajka od kur,wtedy wszystko było takie piękne.
Uważam że to moje najlepsze urodziny,dziękuje Wam kochani-powiedziała do Jane i Niall'a.Oni tylko kiwnęli przytakująco głowami.
Po powrocie do domu,poszliśmy na spacer ale już bez mamy.
Niedziela minęła bardzo szybko właściwie nic się nie działo.Odrabiałam lekcje,poszłam z mamą do kościoła i pojechałyśmy na lody.
-Ubierajcie się z mamą mamy dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę,myślę że ci się spodoba-mówiła z takim podekscytowaniem w głosie jak by miał by to być lot do USA.
-No dobra już idę po mamę-uśmiechnęłam się szeroko i pobiegłam po nią,krzycząc:
-mamo,mamo szybko proszę oni mają dla nas niespodziankę,szybciej mamo!-krzyczę do niej.
Ona stanęła na chwilę uśmiechnęła się i poszła szybko razem ze mną na górę do garderoby.Gdy po chwili zeszłyśmy na dół,oni byli już w samochodzie.Wsiadłyśmy do auta i ruszyliśmy jechaliśmy przez jakąś godzinęa aż w końcu dotarliśmy do wsi,którą kojarzyłam ale nie mogłam sobie przypomnieć,mama chyba wiedziała bo była zachwycona,ale nie chciała mi powiedzieć kazała się mi domyśleć.Gdy domyśliłam się w końcu,ucieszyłam się w podświadomości i zaczęłam się śmiać.Gdy byłam małą dziewczynką przyjeżdżałam tu z rodzicami,wędkować,robiliśmy pikniki,zbieraliśmy jajka od kur,wtedy wszystko było takie piękne.
Uważam że to moje najlepsze urodziny,dziękuje Wam kochani-powiedziała do Jane i Niall'a.Oni tylko kiwnęli przytakująco głowami.
Po powrocie do domu,poszliśmy na spacer ale już bez mamy.
Niedziela minęła bardzo szybko właściwie nic się nie działo.Odrabiałam lekcje,poszłam z mamą do kościoła i pojechałyśmy na lody.
piątek, 6 września 2013
Prolog
Drrrrr...dzwoni budzik,który stoi na szawce nocnej przy moim łóżku.Budzę się jak zwykle o 7.00.Wstaję z łożka i żółwim krokiem sunę do łazienki spoglądam w lustro i widzę wesołą zaspaną twarz,następnie wchodzę do wanny i biorę gorący prysznic.Czuję jak gorąca woda rozluźnia moje napięte mięśnie.Wychodzę z wanny i suszę swoje proste brązowe włosy,zakładam ubranie,szarą luźną bluzkę z wyciętymi dziurami pod pachami,tak żeby widać mi było stanik zakładam czarne obcisłe rurki w czarnym kolorze i vansy w tym samym kolorze i czapkę z napisem ''fuck it'',lubię jak ludzie zwracają na mnie uwagę.Potem schodzę na dół na śniadanie mama jak zwykle zapomniała że zostałam wegetarianinką i nakłada mi 3 płatki bekonu.Idę w końcu do szkoły wychodzę o 8.00 lekcje mam o 8.50 ale zachodzę jeszcze po Jane moją przyjaciółkę z którą przyjaźnię się 10 lat idziemy po Nialla jest moim chłopakiem od 3 lat ale poznaliśmy się gdy miałam 8 lat.Gdy docieramy do szkoły pierwszą mamy matematykę z najprzystojniejszym nauczycielem w szkole panem Stylesem.Zaczęła się lekcja jak zwykle na początku zaczął pytać na szczęście wziął do tablicy Jane.Gdy ją pytał jego wargi układały się w różne kształty wglądały zmysłowo,a ja wyobrażałam sobie jego jasno różowe na moich wargach,jego ręce na moich biodrach,a jego zielone oczy wpatrzone w moje.Gdy już wracam do rzeczywistości nauczyciel skończył pytać i zaczął lekcje.Po matematyce były kolejne zajęcia,na których jak zwykle myślałam o mnie i Harry,jak pomyśle o Niall co by zrobił gdyby dowiedział się że częściej myślę o Stylesie niż o nim to od razu wracam do lekcji.Jane wie o moich przemyśleniach i próbuje wybić mi to z głowy ale niestety bez skutecznie.
Jeżeli przeczytałeś to proszę zostaw komentarz to bardzo motywuje szczególnie gdy się zaczyna pisać.
Jeżeli przeczytałeś to proszę zostaw komentarz to bardzo motywuje szczególnie gdy się zaczyna pisać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)